Bez nerki jak bez ręki...
Nerka to jedna z tych rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie życia. I nie mówię tu o narządzie układu moczowo-płciowego pełniącego rolę wydalniczą, regulacyjną i endokrynną. Choć bez niej też byłoby ciężko. Mam na myśli saszetkę na drobiazgi zapinaną w pasie.
No właśnie, "drobiazgi" to pojecie bardzo względne i o tyle, o ile męskie ograniczają się do telefonu, portfela i kluczyków z samochodu, to damskich "niezbędników" jest trochę więcej... tym bardziej jeśli w grę wchodzi również posiadanie dzieci. Wtedy do grona must have dochodzą mokre chusteczki, picie, zapasowa para majtek i autka, które przecież też lubią spacery.
Ja stanęłam przed "torebkowym" problemem w 8 miesiącu ciąży, kiedy brzuch zaczynał mi już trochę zawadzać, a rozbiegany 2 latek zdawał się tego nie zauważać i nic sobie z tego nie robił uskuteczniając ciągłe ucieczki i niekontrolowane skoki w bok. Wtedy, kiedy wolne ręce w ciągłej gotowości do interwencji były mi potrzebne, torebka zwisająca z ramienia zawsze zsuwała się w najmniej odpowiednim momencie, jeszcze bardziej potęgując moją irytację daną sytuacją...
Z pomocą przyszła wtedy koleżanka, która opracowała kiedyś własny wykrój na TURBO (to moje ulubione słowo) nerkę, do której miały zmieścić się wszystkie moje niezbędne rzeczy, a która nadal przy swojej wielkości zachowywała wizualną lekkość.
Uszyłam ją jeszcze tego samego dnia, z materiałów, które miałam pod ręką i muszę przyznać... od tamtej pory, a było to ponad 4 miesiące temu, nie rozstaję się z nią. Ba! Uszyłam kilka kolejnych, które uczestniczą w misjach specjalnych moich znajomych :D
Uwielbiam drobne rzeczy zmieniające komfort życia. Nerki wymiatają!! 💗


jak już wrócę do jeżdżenia na rolkach, to chcę taką która zmieści małą butelkę wody!
OdpowiedzUsuńPewnie, a to już niedługo :)
OdpowiedzUsuń