Pokój starszego brata
Dużo mówi się o tym, że pojawienie się na świecie nowego członka rodziny to dla starszego dziecka bardzo duże przeżycie. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu nagle wywraca się wszystko do góry nogami. Rodzicami, będącymi do tej pory na wyłączność, trzeba zacząć się dzielić, organizacja dnia i wszystkie dotychczasowe przyzwyczajenia nagle totalnie się zmieniają...
Od samego początku zdawaliśmy sobie z tego sprawę i postanowiliśmy nie wychodzić z założenia, że "jakoś to będzie", tylko wykorzystać czas ciąży na jak najlepsze przygotowanie Alberta do nadchodzących zmian.
Poza czytaniem mu książek w tej tematyce, opowiadaniem jak to będzie, co może się dziać bez zbędnego kolorowania i kilku innych działań, pomyśleliśmy, że ucieszy się ze zmian w swoim pokoju. Jest już przecież dużym chłopakiem, ma swoje zainteresowania, wiemy co lubi i co wywołuje uśmiech na jego twarzy. Taki o, prezent dla starszego brata.
Na ścianach odnowiliśmy góry wraz z miejscem do rysowania kredą, pojawiły się gwiazdy, księżyc, rakiety, odbywające kosmiczne podróże, balony, samoloty, bo w końcu to pokój Małego Odkrywcy... i miało pojawić się również nowe, dorosłe łóżko.
Wymyśliłam, jak chciałabym, żeby wyglądało. Domek. Nie mogło to być przecież zwykłe łóżko kupione w Ikei, to miał być prezent dla wyjątkowej osoby! Na podstawie kilku przykładowych zdjęć wyszukanych w internecie, razem z moim Tatą rozrysowaliśmy szczegółowy projekt, zaplanowaliśmy, co z czego będzie zrobione, rozpisaliśmy listę zakupów, rozeznaliśmy się w cenach... i przystąpiliśmy do realizacji.
Część materiałów kupiliśmy w Leroy Merlin, jak na przykład deski podłogowe na dno łóżka, bezpieczną farbę wodną, przeznaczoną specjalnie do malowania dziecięcych mebli. Resztę znaleźliśmy w pobliskim "drewnianym" sklepie oraz w garażu Taty. Wszystko było gotowe, więc wzięliśmy się do roboty.
Na początek podstawa pod materac na podwyższeniu, żeby można było swobodnie pod łóżkiem poodkurzać. Materac 70x140 został ogrodzony, żeby zapobiegać przemieszczaniu.
Następnie góra. Wszystko odpowiednio docięte, wyszlifowane w miejscach, gdzie zaszła taka potrzeba, skręcone i pomalowane.
Pozostało już tylko przewieźć wszystkie elementy do domu, skręcić i zaprosić Alberta na prezentację.
I muszę przyznać... cały dzień pracy w 9 miesiącu ciąży to nie było już najłatwiejsze zadanie, ale kiedy wieczorem zobaczyłam radość w oczach tego małego Super Bohatera... pomyślałam tylko good job i zadowolona poszłam spać :)




Komentarze
Prześlij komentarz