Rak'n'roll i od nowa

Od zawsze lubiłam planować. Spisywać na kartce cele, zadania i systematycznie dążyć do ich realizacji. Niektóre banalne, inne bardziej wyszukane i skomplikowane. Odznaczanie kolejnych zaliczonych punktów daje mi wielkie poczucie satysfakcji i sprawia mnóstwo radości, napędza do wyznaczania kolejnych.

To, o czym zaraz Wam opowiem, chodziło mi po głowie od kilku lat. Ale nigdy nie doszłam do momentu, w którym mogłabym to zrealizować…

Zacznę może od samego początku. Od wielu lat mam podpisane w portfelu oświadczenie woli. Dokument, który informuje, że chciałabym, żeby po mojej śmierci moje narządy zostały w miarę możliwości przekazane komuś potrzebującemu, i że poinformowałam o decyzji swoich najbliższych. (Też możesz to zrobić TUTAJ ). Kiedy tylko skończyłam 18 lat, zaczęłam oddawać krew. Regularnie, co 2-3 miesiące, jechałam do RCKiK i oddawałam dobrowolnie coś, co później ratowało czyjeś życie. Traktowałam to jako swoją misję. Obowiązek.

Będąc w pierwszej ciąży, oraz przez kolejne 13 miesięcy, kiedy karmiłam Alberta, bardzo brakowało mi tej możliwości. Postanowiłam sobie wtedy, ze namówię kogoś, kto będzie to w tym czasie robił za mnie. Udało się. Znalazłam swojego zastępcę.

Kiedy tylko było to możliwe, wróciłam do regularnego oddawania.

W zeszłym roku zaszłam w drugą ciążę i znowu postanowiłam, że postaram się kogoś namówić do zostania honorowym dawcą. Niestety tym razem nie poszło mi tak dobrze. Więc obrałam sobie inny cel.

Podczas ciąży w organizmie zachodzi wiele zmian. Nic nowego, każdy to wie. Ale nie każdy zdaje sobie sprawę, że w czasie ciąży genialnie rosną m.in. włosy! We wrześniu sięgały mi do ramion, wiec jak na mnie były już prawie długie :)

Moim założeniem stało się więc zapuszczenie włosów do takiej długości, żeby, kiedy zaczną słabnąć i wypadać po porodzie, móc obciąć 25-30 cm. Dlaczego akurat tyle?



Bo to minimalna długość, jaką można przekazać Fundacji Rak'n'roll, prowadzącej akcję DAJ WŁOS!

Jestem przeszczęśliwa, bo kilka dni temu zrealizowałam swój cel. Choć prawdę mówiąc, dalej nie umiem oswoić się z tak wielką zmianą, bo uwielbiałam swoje włosy. Były najdłuższe, jakie kiedykolwiek miałam! Były dla mnie bardzo ważne, świetnie się w nich czułam. Napełniały mnie wielką pewnością siebie… Ale to właśnie wywołało jeszcze większe poczucie obowiązku, żeby oddać je i sprawić, że ktoś poczuje to samo. Nie mając swoich. Tracąc je w wyniku leczenia choroby, z którą spotykałam się już w swoim życiu niestety nie raz.

W słuszności i konieczności trzymania się podjętej decyzji utwierdził mnie też fakt, że kilka dni przed umówioną wizytą w O! My Hair w Katowicach napisała do mnie koleżanka, Gosia. Znamy się od małego – 20 lat! Zapytała, czy uszyłabym jej chusty na głowę, ponieważ za miesiąc zaczyna chemioterapię.

Jej zmagania w walce, która nigdy nie powinna mieć miejsca, możecie śledzić klikając TUTAJ


Zobaczcie sami. Prawie 30 cm.

Włosy to nie ręka! Odrosną.

A mogą komuś dać wiele dobrego 💗


Jeśli chcielibyście się dowiedzieć więcej o tym, co i jak trzeba zrobić, żeby wziąć udział w akcji, wystarczy, że klikniecie o, tutaj :)

A może i Ty oddasz krew? Są wakacje, jest szczególnie potrzebna!

Albo podpiszesz oświadczenie woli przez stronę DAWCA.PL?

Pomyśl o tym. Proszę Cię. To również moja misja.

A na koniec ja. I moje letnie, kilkucentymetrowe włosy.

Pozdro :)




Komentarze

Popularne posty