O starym/nowym przyjacielu/przyjaciółce :)

2 grudnia wybrałam się z dzieciakami na spacer. Mąż miał ogarnąć mieszkanie, bo spodziewaliśmy się gości z okazji PÓŁurodzin Lilki :)

Z racji tego, że była to pierwsza niedziela miesiąca, na rynku odbywał się targ staroci. 

Wyszliśmy z domu w trójkę, a wróciliśmy w czwórkę! Ubożsi o całe 30 zł.

Kupiłam starego manekina. Na totalnym spontanie, utargowałam cenę na tyle, ile przed samym wyjściem z domu wrzuciłam luzem do kieszeni spodni. 


Przytargaliśmy go do domu. Chwilę później przyszli goście.
Nie wytrzymałam jednak do wieczora i przy wszystkich rozłożyłam go na podłodze i zaczęłam rozcinać wierzchni materiał. Z lekką niepewnością, bo nie miałam pojęcia co mi tam wyskoczy ze środka :D



Okazało się, że ma cała połamaną klatkę piersiową i brzuch. Materiał wierzchni też od razu skazałam na wymianę.  


Kilka dni później kupiłam materiał, z którego chciałam uszyć nową "skórę".

Prace zaczęłam jednak od wypchania środka pociętą gąbką tapicerską, żeby nadać mu odpowiednią postawę. Przez połamany przód całość zapadała się, pochylała się do przodu.

Środek wypełniałam więc gąbką i owinęłam szczelnie grubą taśmą klejącą.




Kiedy to było gotowe, stwierdziłam, że poza ogromnym wcięciem w talii wygląda podobnie do mnie.... Sprawdziłam więc jego wymiary. I rzeczywiście, wystarczyło dodać 4 cm w biuście, 7 cm w talii i stworzyłam swoje odzwierciedlenie. Cieszyłam się jak dziecko na myśl o przymierzaniu mu (już teraz jej!) rzeczy, które szyję dla siebie ;)

Od tego momentu zaczęła się praca nad wierzchnim materiałem. Ten etap bardzo mnie stresował, ponieważ wiedziałam, że musi to być zrobione idealnie, jeśli rzeczywiście ma być ozdobą. A po drugie, pierwotna wersja była uszyta w tak precyzyjny i idealny sposób, że miałam poprzeczkę postawioną naprawdę bardzo wysoko! 



Materiał wierzchni porozcinałam na poszczególne elementy. Wprowadziłam modyfikacje wynikające z dodanych, tu i ówdzie, centymetrów. 

Wiązało się to ze sporą liczbą przymiarek, modyfikacji i poprawek. Na szczęście model nic a nic nie protestował, wiec mogłam go ubierać i rozbierać do woli. Nie narzekał nawet wtedy, kiedy wbijałam w niego szpilki! Życzyłabym sobie w przyszłości więcej takich klientów 💗



Kiedy jego nowa skóra była gotowa i ubrana, zszyłam jeden bok krytym ściegiem, naciągając przy tym wszystkie luzy, które jeszcze gdzieś zostały. I najtrudniejszy etap był już za mną.

Teraz wystarczyło już tylko naciągnąć i przybić takerem nadwyżkę materiału na ramionach oraz na dole, kupić w sklepie budowlanym trzonek do łopaty, zamówić na allegro stojak na choinkę, żeby na czymś go ustawić, kupić w sklepie z drewnem elementy, które wykończą ramiona i zmienić ich kolor bejcą  :D



Szczerze? Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Ze starego, połamanego manekina stworzyłam swój wymiarowo odpowiednik, który aktualnie jest przepiękną ozdobą naszego przedpokoju :) 
 Z resztą, sami zobaczcie :)












Komentarze

  1. super metamorfoza! no i skoro Twoje wymiary to już w ogóle idealnie trafiłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadal uważam, że całość należałoby zwieńczyć jakąś malutką śmieszną główką. Ale to już ja się tym zajmę najwyżej ;>

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty