Być jak MORS
Jak już pewnie zdążyliście zauważyć- bardzo lubię próbować nowych rzeczy. Szczególnie, jeśli wywołują bardzo kontrowersyjne reakcje u innych, nierzadko powiązane z wulgaryzmami.
Tak było i tym razem.
Ale od początku.
Pomysł, żeby spróbować morsowania wpadł mi do głowy pierwszy raz zimą 2016/2017r. W mediach społecznościowych zobaczyłam zdjęcie znajomych, którzy zaczęli i ogromnie mi się to spodobało. Pomyślałam sobie wtedy "cholera, ale świetnie! Co za świry. Ja też tak chcę!"
Od razu napisałam do nich co i jak, jak było i tak dalej. Ale tamtej zimy jakoś się nie złożyło, bo karmiłam piersią małego Alberta (pierwsze dziecko, więc wiedza karmiąca niezbyt dokładna), bo nie było czasu, bo byłam jeszcze wtedy mięczakiem :D
Kolejnej zimy byłam w ciąży z Lilką, więc automatycznie temat był nie do zrealizowania.
I w końcu 3 stycznia 2019 r., kiedy Albert był w przedszkolu, Lilka spała, a ja ogarniałam mieszkanie, zadzwonił mój mąż, żebym rzuciła mu coś z balkonu, bo nie chce mu się wchodzić do góry.
Owinęłam się kocem i wyszłam. Po kilku sekundach poczułam przeraźliwe zimno i ból stóp. Zorientowałam się, że wyszłam z ciepłego mieszkania, ciepłymi stopami, boso, prosto na śnieg.
Bardzo dziwne, jednocześnie przyjemne i nieprzyjemne uczucie, ciężkie do opisania. W momencie pomyślałam, że to było ciekawe doświadczenie i jak mogłabym to powtarzać. I przypomniałam sobie o pomyśle sprzed dwóch lat. Napisałam do koleżanki Asi i już następnego dnia jechałyśmy razem na Paprocany :)
I z perspektywy czasu chciałabym powiedzieć: spontan to najlepsze, co można zrobić kiedy decydujemy się na morsowanie!
Bo im dłużej się nad tym zastanawiamy, tym bardziej uświadamiamy sobie, że to powalony pomysł :D
Kiedy wrzuciłam swoje zdjęcie zaraz po tym "pierwszym razie", bardzo dużo osób napisało mi, że też by chcieli spróbować, ale się boją, że zawsze chcieli, że kiedyś o tym myśleli, ale coś tam.... nawet nie wiecie, jaka dumna z siebie byłam w tamtym momencie! 💗
Pojawiły się też pytania jak to się robi, co trzeba mieć, jak to jest, co się czuje, co mi odwaliło... no więc postanowiłam opisać swoje doświadczenia po (na dzień dzisiejszy) ośmiu sesjach :)
Jak już pisałam wcześniej, najlepiej, jeśli za długo się nie zastanawiamy, Decyzja- jedziemy- wchodzimy. Proste :)
To, co przeczytacie poniżej to informacje oparte na moim doświadczeniu. Przed pierwszym razem przeczytałam dużo artykułów dotyczących wpływu morsowania na organizm, możliwych działań nieporządanych oraz ogólnych zasad. Robię to, ale nie jestem ekspertem. Specjalistycznych informacji warto szukać w eksperckich źródłach.
Jak już pisałam wcześniej, najlepiej, jeśli za długo się nie zastanawiamy, Decyzja- jedziemy- wchodzimy. Proste :)
To, co przeczytacie poniżej to informacje oparte na moim doświadczeniu. Przed pierwszym razem przeczytałam dużo artykułów dotyczących wpływu morsowania na organizm, możliwych działań nieporządanych oraz ogólnych zasad. Robię to, ale nie jestem ekspertem. Specjalistycznych informacji warto szukać w eksperckich źródłach.
Co zabrać i jak się ubrać?
Trzeba ubrać się wygodnie, żadne jeansy nie wchodzą w grę, bo o tyle, o ile "przed" dadzą radę, to nie polecam ubierania ich "po" na zmarznięte nogi, kiedy nie mamy czucia w stopach :D
- Więc wygodne spodnie, bluza, kurtka, buty wygodne do biegania. Wszystko łatwe do zdejmowania i zakładania. Ciepłe, bo "po" trzeba się porządnie ubrać i zagrzać.
- Strój do wchodzenia do wody powinien być przylegający. Obojętnie czy dwuczęściowy, czy jedno (oczywiście z kobiecego punktu widzenia mówię). Warto go mieć już na sobie.
- Mata/karimata, na której można stanąć bosymi stopami przy przebieraniu się.
- Ręcznik, żeby dobrze się osuszyć po wyjściu z wody
- Buty do wody! Klapki, jak już sprawdziła moja koleżanka Aneta, lubią uciekać ze stopy po wejściu do wody pod taflę lodu. Dobrze mieć coś, co jednak dobrze się trzyma, ewentualnie kogoś jak ja, kto je wyłowi :D)
- Ciepła czapka
- Wodoodporne rękawice, które nie zamokną, i które nie przymarzną nam do metalowej drabinki przy wychodzeniu z wody na pomost (też sprawdzone przez koleżankę Anetę :D)
- Szalik/komin, ściśle zawiązany przy szyj, żeby uniknąć zamoczenia
- Termos z ciepłą herbatą
- Warto mieć zegarek, żeby kontrolować czas, który spędzamy w wodzie
- Towarzystwo. Warto mieć przy sobie przynajmniej jedną osobę, obojętnie czy wchodzącą do wody czy nie. Tak na wszelki wypadek, gdyby coś się miało stać
Ok, skoro mamy już wszytko przygotowane, decyzja zapadła... szukamy w naszej okolicy zbiornika wodnego, który będzie odpowiedni. Często przy takich zbiornikach funkcjonują zorganizowane grupy, które regularnie się spotykają i do których można dołączyć, by rozpocząć pod ich okiem swoją przygodę z zimowymi kąpielami :)
Jeśli chodzi o moją okolicę, to takie grupy funkcjonują między innymi na Paprocanach (Tyskie Sinice) oraz na Pogorii w Dąbrowie Górniczej. Moje pierwsze razy odbywały się w Tychach, ale po jednej sesji na Pogorii IV obawiam się, że już tam zostanę 💗 czysta woda, morsowanie w przeręblu, do tego trafiliśmy przepiękną, słoneczną pogodę. Coś pięknego. Niektórzy nawet twierdzą, że "Dąbrowa Górnicza- najlepsze miejsce do morsowania", ale to już chyba zbyt daleko idąca teoria 😅
Zaczynamy od rozgrzewki. Jest bardzo ważna, ale nie może być zbyt intensywna. Ma na celu pobudzić układ krążenia. Do momentu zanim zaczniemy się pocić. Choć znam i takich, którzy na rozgrzewkę biegną kółko dookoła jeziora Paprocany (prawie 7 km) i po tym wskakują sobie do wody. można i tak :D
Moja rozgrzewka polega głównie na bieganiu i podstawowych ćwiczeniach, jak pajacyki, krążenia ramion itd. Kilka przebieżek, w czasie których stopniowo pozbywam się kolejnych warstw ubrań. Ostatnia przebieżka u mnie odbywa się już w butach do wody, stroju, czapce, szaliku, rękawicach i bluzie.
I tu zaczyna się magia. Czuje się w tym momencie, że woda jest lekko zimna. Choć większości osób wydaje się, że to pewnie taki poziom zimna, którego nie da się przeskoczyć :) Jak dla mnie- to wejście jest bardziej komfortowe niż latem, kiedy różnica w temperaturze między powietrzem i wodą wynosi często ze 20 stopni, czy nawet na basenie sportowym.
Będąc w wodzie niektórzy stoją bez ruchu, niektórzy chodzą. Nie ma reguły, co kto lubi. Warto kontrolować czucie stóp ruszając palcami.
Początkowo zanurzamy się do linii serca. Ręce nad powierzchnią wody. Kolejne wejścia- stopniowo zanurzamy się głębiej. No chyba, że przy pierwszym wejściu pomylą nam się drabinki na pomoście i zamiast do pasa- wpakujemy się do wody po samą szyję (wybacz Aneta tą małą wtopę :D)
Idąc w dalsze stopnie wtajemniczenia można zanurzać ręce, głowę, a nawet pływać 💗 ale większość zostaje na pierwszym etapie.
Jeśli chodzi o czas trwania, zaczynamy od minuty-dwóch-trzech. Stopniowo wydłużamy czas poszczególnych wejść. Są różne teorie na temat tego, czy lepiej wejść kilka razy na chwilę, czy raz a porządnie. Trzeba sprawdzić co dla nas będzie fajniejsze.
Ja na dzień dzisiejszy, czyli pod koniec pierwszego morsowego sezonu, jestem na etapie zanurzenia po samą szyję, razem z rękami. Doszłam do 10 minut :)
Idąc w dalsze stopnie wtajemniczenia można zanurzać ręce, głowę, a nawet pływać 💗 ale większość zostaje na pierwszym etapie.
Jeśli chodzi o czas trwania, zaczynamy od minuty-dwóch-trzech. Stopniowo wydłużamy czas poszczególnych wejść. Są różne teorie na temat tego, czy lepiej wejść kilka razy na chwilę, czy raz a porządnie. Trzeba sprawdzić co dla nas będzie fajniejsze.
Ja na dzień dzisiejszy, czyli pod koniec pierwszego morsowego sezonu, jestem na etapie zanurzenia po samą szyję, razem z rękami. Doszłam do 10 minut :)
Najważniejsze jest, żeby obserwować swój organizm, zarówno jeśli chodzi o głębokość wejścia, czas przebywania w wodzie, ilość wejść do wody podczas jednego wypadu. To jest najważniejsza zasada.
Nie ma co przeginać. Odczuwanie zimna może być różne w zależności od temperatury wody, temperatury otoczenia, opadów śniegu, siły wiatru.
Logiczne wydaje się, że po wyjściu z wody czujemy takie zimno, że już musimy się ubrać, natychmiast, jak najszybciej!
Kolejna niespodzianka. Wcale tak nie jest :)
Oczywiście, okrywamy się ręcznikiem, delikatnie osuszamy zmarzniętą skórę, przebieramy, zakładamy ciepłe ubrania, pijemy herbatę i cieszymy się z wyrzutu endorfin jak po niezłym treningu! Przy okazji pękamy z dumy, że daliśmy radę i jaramy się tym, jak było świetnie :D
Tak to w skrócie wygląda :)
Po powrocie do domu ważny jest odpoczynek i ogrzanie się. To dla organizmu niezły wysiłek. Dopiero później nie za gorący prysznic. Jeśli tego nie zrobimy to do wieczora będziemy się trzęśli z zimna i wcale nie będziemy się czuli fajnie.Ale to też indywidualna sprawa :)
Jeśli choć w niewielkim stopniu Cię zachęciłam, zaciekawiłam, sprawiłam, że wpadła Ci do głowy myśl, żeby tego spróbować, to napisz do mnie- zima jeszcze się nie skończyła, chętnie będę Ci towarzyszyć przy Twoim "pierwszym razie" :D
I na koniec... zwróciliście uwagę na tytuł? To, że kilka razy morsowałam, nie robi ze mnie morsa.
To, że szyje, kocham to i potrafię to robić, nie sprawia, że jestem krawcową.
Potrafię na podstawowym poziomie gotować, robię to codziennie i lubię to robić, a nie jestem kucharką.
Racja?
Enjoy! Magda.
*info dla pewnej grupy żartownisiów: mleko mi po morsowaniu nie zamarza, Lilka nie umiera z głodu :D
*info dla pewnej grupy żartownisiów: mleko mi po morsowaniu nie zamarza, Lilka nie umiera z głodu :D










Komentarze
Prześlij komentarz